niedziela, Sierpień 9

BigTech nie jest (na razie) zagrożeniem dla rozwiniętych rynków. Tak twierdzi Financial Stability Board w swoim raporcie „BigTech in finance. Market developments and potential financial stability implications”

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Wejście BigTechów (Amazon, Google, Tencent czy Microsoft) na arenę usług finansowych to ostatnio „modny” temat. Wiele instytucji i organizacji międzynarodowych „prześciga” się w przewidywaniu różnych scenariuszy, które mogą zmaterializować się w najbliższych latach (np. Bank Rozliczeń Międzynarodowych i jego raport, o którym pisałem tutaj). Niecałe dwa tygodnie temu Financial Stability Board opublikowała kolejny dokument „BigTech in finance. Market developments and potential financial stability implications”, który jest bardzo dobrym materiałem obejmującym “implikacje” z podziałem na rynki rozwijające się i rozwinięte (do których należy również Polska). Jakie wnioski płyną z raportu i czy rzeczywiście jest się czego obawiać? Zapraszam do przeczytania subiektywnego podsumowania.

BigTech zaczyna być obecny w wielu obszarach usług finansowych, choć największą aktywność widać w usługach płatniczych (szczególnie w Chinach, Indiach, ale i niektórych krajach Ameryki Łacińskiej). Jest to powiązane z relatywnie wysokim poziomem nieubankowienia społeczeństwa na tych obszarach przy jednocześnie znaczącą obecnością smartfonów umożliwiających dokonywanie płatności. Tam obecność BigTechów w sektorze finansowym może najbardziej zagrozić bankom, ale o tym w dalszej części.

A co z „advanced economies”?

BigTechy są oczywiście obecne, choć w większości ich usługi bazują na już istniejących sieciach (systemach) płatniczych i raczej nakierowane na poprawę doświadczeń użytkowników (UX), np. ApplePay czy GooglePay, ale także integrację płatności z usługami BigTechów. Nie można jednak zapominać o tym, że BigTechy są już obecne w Unii Europejskiej i posiadają stosowne licencje (patrz tabela), a więc ewentualna decyzja o uruchomieniu „masowej” działalności może mieć istotne konsekwencje dla konkurencji na rynku i może być podjęta stosunkowo szybko. Na marginesie warto wskazać, że takie zezwolenia posiadają nie tylko amerykańscy gracze, ale np. AliPay czy Rakuten Bank.

To jednak nie jedyny obszar

BigTecy zaczynają się „rozpychać” w innych obszarach, jak np. udzielanie pożyczek (rzadziej kredytów) czy zarządzanie aktywami (głównie na rynku pieniężnym) oraz ubezpieczenia. Firmy te skupiają się jednak – głównie – na penetracji mniej rozwiniętych rynków, gdzie dostęp do kredytów udzielanych przez banki jest relatywnie trudny dla większości obywateli. Co ciekawe, niektóre rozwiązania umożliwiają natychmiastową blokadę środków w przypadku opóźnień w płatnościach, co byłoby raczej nierealne w przypadku sektora bankowego.

A jakie są BigTechy?

Zdecydowanie bardziej rentowne niż banki. Eksperci FSB pokazali jak bardzo sektor bankowy różni się od firm technologicznych. Średni zwrot na kapitale w przypadku globalnych instytucji finansowych to zaledwie 7%, w przypadku chińskich potentantów eCommerce 19%, a GAFA (Google, Amazon, Facebook oraz Apple) to aż 32%. Przepaść.

Dlaczego więc BigTechy miałyby wchodzić w rynek usług płatniczych? Powodów może być kilka. Po pierwsze takie podmioty mogą chcieć zdywersyfikować źródła przychodów (pewnie rzadziej), a po drugie (bardziej prawdopodobne) mogą mieć „apetyt” na dane klientów, które następnie mogą wykorzystać do lepszego profilowania swoich ofert w kluczowych obszarach ich działalności. Przykładowo, dostęp do danych odnośnie preferencji zakupowych konsumentów to skarb dla działalności marketingowej (przy dobrej analizie). I to jest też źródło potencjalnego ryzyka systemowego, które może generować BigTech w sektorze finansowym. Dane te mogą być również wykorzystane do oceny zdolności kredytowo-pożyczkowej, co również zwiększa możliwości sprzedażowe.

A jak wygląda „zderzenie” bankowości i BigTechów?

FSB wyróżnia dwie formy interakcji pomiędzy bankami a BigTechami:

  1. Bezpośrednia konkurencja oraz
  2. Partnerstwo, które może przybierać różne formy.

Konkurencja jest charakterystyczna raczej dla rozwijających się gospodarek (co z resztą widać na przykładzie Chin), natomiast współpraca to raczej obszar państw rozwiniętych. I dlatego też największe ryzyko dla stabilności finansowej materializuje się w tym pierwszym scenariuszu, choć oczywiście nie można wykluczyć, że dostęp do danych związany m.in. z Open Bankingiem może wygenerować analogiczne ryzyka dla systemów finansowych w państwach rozwiniętych.

W scenariuszu „konkurencji” dla konsumentów niewątpliwą korzyścią mogą być tańsze usługi finansowe, natomiast dla banków – w pozytywnym aspekcie – może to być szansa na przyśpieszenie rozwoju technologicznego (i transformacji), którą taka konkurencja może po prostu wymuszać. Z drugiej strony jest to jednak duża presja do obniżania marż i szukania ich w innych obszarach, co może też przełożyć się na zmniejszenie odporności banków na ewentualne szoki. FSB wskazuje tutaj, że w China zauważalna jest już tendencja do zwiększania oprocentowania rachunków depozytowych, co ma zatrzymać obecnych klientów przed odejście do konkurencji. A skoro rośnie oprocentowanie depozytów, to negatywny wpływ na wynik finansowy jest oczywisty.

Pewnym rozwiązaniem mogą być partnerstwa z fintechami, choć nadal nie jest do końca jasne jaki model jest najlepszy. Z jednej strony wchłonięcie fintechu przez bank może „zniszczyć” elastyczność takiego podmiotu, który będzie musiał poddać się korporacyjnym zasadom, a z drugiej strony pozostawienie fintechu poza strukturą może utrudniać wykorzystanie efektu synergii. Istotna będzie również migracja do chmury i lepsze (efektywniejsze) wykorzystanie BigData.

Dla państwo rozwiniętych również mamy ryzyka

Warto również zauważyć, że i dla gospodarek rozwiniętych mogą pojawić się ryzyka. Jest to związane z coraz silniejszą „więzią” operacyjno-technologiczną łącząca banki i BigTech (np. wspomniane już usługi wsparcia typu ApplePay). Problemy techniczne takiego dostawcy technologicznego mogą bowiem uniemożliwić korzystanie z niektórych usług finansowych (nie noszę ze sobą „fizycznej” karty płatniczej), co może przełożyć się na problemy wszystkich zainteresowanych. Podobne ryzyka mogą powstać w przypadku wykorzystania chmury obliczeniowej, ale o tym napiszę w oddzielnym artykule.

Co więc rekomenduje FSB?

Po pierwsze analizę przepisów i regulacji, które potencjalnie mogą mieć zastosowanie do działalności BigTechów w obszarze usług finansowych. FSB wskazuje, że w niektórych jurysdykcjach konieczne może być zastosowanie „activity-based approach” w odniesieniu do regulacji. Być może konieczne będzie stworzenie regulacji, które „ograniczą” działalność BigTechów lub przynajmniej zminimalizują ryzyko dla stabilności finansowej? Tylko co wtedy z konstytucyjnymi wolnościami? Na szczęście furtką może być regulacja oparta o prawo konkurencji. Wymaga to jednak uważnego podejścia.

Jako drugą rekomendację FSB podnosi konieczność monitorowania przez regulatorów i nadzorców zależności pomiędzy BigTechami a sektorem finansowym. I po trzecie wreszcie (niezwykle ważne) – należy zastanowić się jak Open Banking i udostępnienie znacznych „pokładów” danych klientów może zagrozić zdrowej konkurencji oraz bezpieczeństwu tych danych. Być może warto przemyśleć obecne rozwiązania?

I to tyle. Warto przeczytać cały raport, bo jest on bardzo ciekawy i pokazuje jak BigTechy mogą wpłynąć na rozwój usług finansowych, ale jednocześnie jak mogą generować określone ryzyka. Zakładam, że to nie ostatni raport, który „zapala” pomarańczowej światło.

Udostępnij.

Zostaw komentarz