niedziela, Sierpień 9

Eurochain, czyli waluta cyfrowa Europejskiego Banku Centralnego. Jakie wnioski z najnowszego Proof of Concept?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Temat kryptowalut nie jest mi specjalnie bliski ideologicznie, choć od strony prawno-regulacyjnej to bardzo ciekawe zagadnienie. Nie sposób jednak ignorować zjawiska „cyfryzacji” walut, która zaczyna pojawiać się również w planach i opracowaniach banków centralnych i organizacji międzynarodowych. Tym bardziej nie można przejść obojętnie obok dokumentu „Exploring anonymity in central bank digital currencies” opracowanego przez ekspertów Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Jest on o tyle interesujący, że jest on opisem swoistego eksperymentu banku centralnego strefy euro, który może zakończyć się stworzeniem nowej waluty cyfrowej (EUROchain lub podobnej). Przyjrzałem się dokumentowi pod tym kątem i przygotowałem podsumowanie, które jednak nie będzie nadmiernie techniczne. Zaczynamy!

Eksperci EBC są zgodni, że największym wyzwaniem dla walut cyfrowych jest znalezienie odpowiedniego balansu pomiędzy prywatnością a spełnieniem wymogów AML. I co ciekawe, PoC (Proof of Concept) przeprowadzony przez EBC wskazuje, że jego osiągnięcie być może jest możliwe.

Czym kierowano się tworząc PoC?

Nieco innymi zasadami niż większość zwolenników „klasycznych” crypto-assets, a mianowicie:

  1. Central Bank Digital Currency (CBDC), czyli cyfrowa waluta banku centralnego jest wydawana wyłącznie przez bank centralny;
  2. Odpowiedni organ AML jest odpowiedzialny za przeprowadzenie sprawdzenia pod kątem prania pieniędzy i finansowania terroryzmu, choć takie „sprawdzenia” odbywają się wyłącznie dla transakcji o znaczących wolumenach;
  3. cyrkulacja” waluty jest oparta o system pośredników, którzy dokonują transakcji w imieniu klientów (sami pośrednicy posiadają stosowne konta w bankach centralnych) – nie jest to więc waluta stricte zdecentralizowana;
  4. CBDC ma charakter zbliżony do gotówki i w przypadku transakcji niskokwotowych zapewnia wysoki poziom poufności.

Waluta cyfrowa działa poprzez platformę DLT (Corda), która umożliwia dokonywanie transakcji pomiędzy użytkownikami, choć sam proces wymiany angażuje aż cztery podmioty (dwóch pośredników, bank centralny i organ AML).

To czym „handluje” się w ramach CBDC to po prostu tokeny SDK opierające się o tzw. „states” – trudno mi znaleźć polski odpowiednik, ale w dokumentacji Corda to po prostu „niezmienny obiekt reprezentujący określoną wartość w danym czasie”. Każdy „state”, czyli jednostka (łańcuch danych) odpowiada określonej wartości, obecnym i przeszłym właścicielom oraz zawiera materiał kryptograficzny potwierdzający poprawność, czyli możliwość przetransferowania takiej waluty w świetle obowiązujących zasad CBDC.

Co ważne, każda transakcja „konsumuje” określoną jednostkę i tworzy kolejną odpowiadającą nowemu stanowi faktycznemu, czyli de facto zapewnia integralność danych.

Jak i kiedy zapewniana jest anonimowość? 

To kolejna różnica względem kryptowalut w „tradycyjnym” ujęciu. To co zaproponowali eksperci EBC to tzw. „vouchery”, które miałyby być wydawane w ograniczonej liczbie raz na miesiąc. Zapewniałyby one anonimowość dla pewnej liczby transakcji (zakładam, że kwoty), które nie podlegałyby kontroli AML/CFT (nie podlegają one przekazaniu innemu podmiotowi, a więc zakładam, że są one przypisane do danego użytkownika, co chyba jednak zmniejsza ich „anonimowość”, tym bardziej, że o ile dobrze rozumiem założenia, zapisywaniu nie podlega jedynie kwota transakcji). Zastanawiam się jaki jest sens tworzenia takiej quasi-anonimowości.

Wydawanie waluty i transfer środków

Jak już wskazywałem – wydawcą CBDC jest bank centralny i nie ma sensu wchodzić tutaj w kwestie techniczno-organizacyjne. W dużym skrócie ilość „pieniądza” w obiegu uzależniona jest od istnienia konkretnego odpowiednika, np. „klasycznej” waluty.

Sam transfer środków odbywa się z kolei już bez udziału banku centralnego. W uproszczonym schemacie płatnik zleca pośrednikowi dokonanie określonego „przelewu”, wskazując jednocześnie czy dana transakcja ma odbyć się z użyciem vouchera. Następnie pośrednik „pobiera” voucher i przekazuje określone jednostki (states) do pośrednika odbiorcy, który zapisuje je na rachunku odbiorcy – w przypadku transakcji AML mamy jeszcze udział odpowiedniego organu). Jeżeli użytkownik będzie chciał dokonać konwersji na inną walutę to będzie dokonywał tego za pośrednictwem swojego pośrednika, a środki będą przekazywane w systemie Real Time Gross Settlement (RTGS).

Jakie wnioski z PoC?

Możliwe jest stworzenie systemu płatniczego, który umożliwia zachowanie prywatności przy transakcjach niskokwotowych, ale dla tych o wyższych kwotach wymagany będzie AML. Jednocześnie eksperci EBC wskazują, że trudno zachować pełną anonimowość ze względu na konieczność dokonywania sprawdzenia „historii” transakcji. Pewne trudności może sprawiać również fakt, że mamy tutaj pośredników, których wyeliminowanie mogłoby znacznie uniezależnić użytkowników od tych podmiotów, co ma szczególne znaczenie w przypadku wystąpienia awarii czy innego incydentu operacyjnego po jego stronie (z drugiej strony może to być trudne do osiągniecia ze względu na wymogi AML/CFT).

W kolejnych „edycjach” CBDC mają pojawić się nowe rozwiązania w zakresie zwiększenia prywatności transakcji i użytkowników, np. poprzez użycie kluczy publicznych czy tzw. enclave computing i innych technik pseudoanonimizacji. Dużym wyzwaniem może być również wprowadzenie takich rozwiązań, które nie wymagają wyżej opisanych voucherów.

W kolejnych edycjach pojawią się również usprawnienia w zakresie połaczenia z systemem RTGS.

Jak oceniać PoC?

Na razie to bardzo wstępny „eksperyment” i trudno wyciągać wnioski. Nie jest to na pewno klasyczna kryptowaluta, bo i mamy organ centralny, który go wydaje. Jest to jednak bardzo perspektywiczny krok w kierunku transakcji w czasie rzeczywistym, choć nadal zagadką pozostaje dla mnie kwestia „anonimowości” niektórych transakcji.

 

 

 

 

 

 

Udostępnij.

Zostaw komentarz