środa, Wrzesień 30

Bank Rozliczeń Międzynarodowych o modelach regulacji fintechów, czyli „Regulating fintech financing: digital banks and fintech platforms”

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Jakiś czas temu ukazało się bardzo ciekawe opracowanie Banku Rozliczeń Międzynarodowych „Regulating fintech financing: digital banks and fintech platforms”, które chyba pozostało trochę niezauważone. Znalazło się tam wiele interesujących zagadnień dotyczących jak i czy w ogóle (odrębnie) podchodzić do regulowania cyfrowych banków (digital banks) oraz platform finansujących (digital lending oraz crowdfunding). Smutne niestety jest to, że dane BIS pokazują, że niewiele jurysdykcji zdecydowało się na wprowadzenie odrębnych regulacji (pisałem już kiedyś o Hong Kongu) dla takich podmiotów, a korzyści dla wszystkich stron może być wiele. Przyjrzyjmy się bliżej wnioskom z dokumentu. Zaczynamy od digital banking, a do tematu platform wrócimy przy najbliższej okazji.

Eksperci BIS skupili się na tym obszarze fintechowym, który najprościej ująć jako wszelkie formy finansowania dostępne dla użytkowników końcowych, a więc kredyty „cyfrowe”, platformy digital lending (w tym mikropożyczki) czy crowdfunding (więcej o ostatnim stanowisku UKNF w tym artykule). Mamy więc tutaj ważne zagadnienie tzw. financial inclusion.

Co jednak bardzo ciekawe, według danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych banki cyfrowe pozyskały od 2011 r. ok. 15 mln klientów, co nie jest porażającą liczbą, ale jednocześnie mają szansę „zabrać” aż 20% populacji powyżej 14 lat (do 2023 r.). Z drugiej strony widać też istotne spowolnienie w ich rozwoju ze względu na pandemię Covid-19. Z kolei crowdfunding i digital lending coraz mocniej rozwijają się w zasadzie na całym świecie. Może to nie zagrożenie dla kredytów, ale te podmioty też mogą namieszać na fintechowym rynku.

Idzie nowe 

No alt text provided for this image

No właśnie. W świecie innowacji finansowych pojawiają się nowe produkty i usługi, które dostarczane są przez różne podmioty. Część z nich jest regulowana, bo ich działalność wpada w ramy nadzorcze (prawno-regulacyjne), a pozostałe znajdują się w „szarej” strefie – np. obrót kryptowalutami (o ostatnim projekcie stanowiska UKNF można przeczytać tutaj). Pojawia się więc pytanie o to jak regulować te „nowe” podmioty, tj.

1.     Czy obejmować je nadzorem oraz

2.     Jeżeli są one objęte nadzorem to czy inaczej do nich podchodzić.

Odpowiedzi na te pytania poszukuje nie tylko BIS, ale przecież już ESMA opublikowała ważny raport w sprawie modeli biznesowych i procesu licencyjnego dla fintechów. Jest to o tyle ważne, że niewłaściwe podejście do tematu może spowolnić rewolucje technologiczną i ograniczyć klientom dostęp do ciekawych (i tańszych) usług, a z drugiej strony może zagrozić też stabilności całego systemu finansowego. Wyzwań jest więc sporo.

Digital banking 

No alt text provided for this image

Dla mnie jeden z ciekawszych obszarów i chyba najbardziej perspektywiczny w krajach rozwiniętych. Banki cyfrowe zazwyczaj nie mają swoich oddziałów i nie prowadzą „akwizycji” klienta w „standardowych” kanałach, a opierają się np. o social media, często próbując zachęcić młodszych klientów, którzy nie rozstają się już ze smartfonem.

Banki te nie różnią się zasadniczo od tradycyjnych banków (które coraz częściej również stają się bardziej cyfrowe) i mogą generować te same ryzyka (lub nawet wyższe w obszarze bezpieczeństwa czy ryzyk operacyjnych). Takie banki mają też taką przewagę, że koszt ich „prowadzenia” może być znacznie niższy niż w przypadku tradycyjnych banków.

W większości jurysdykcji niestety nie ma „specjalnych” rozwiązań regulacyjnych dla cyfrowych banków, co oznacza, że bank to po prostu bank i musi spełnić szereg wymagań w tym zakresie, choć gdzieniegdzie pojawiają się „przejściowe” rozwiązania jak licencje ograniczone (restricted), które umożliwiają „dokończenie” pełnego wyjścia do klienta już na żywym organizmie i pod nadzorem.

Specjalne traktowanie?

No alt text provided for this image

Jak w ogóle mogą wyglądać takie specjalne regulacje dla cyfrowych banków? Przecież muszą one spełniać regulacje ostrożnościowe jak inne banki (wymogi kapitałowe dostosowane do określonych ryzyk). Można przenieść ciężar na inne obszary, które są istotniejsze w ich działalności (znajomość technologii wśród członków zarządów, większy „focus” na pewne ryzyka operacyjne) przy jednoczesnym ograniczeniu możliwości (zawężenie zakresu statutowej działalności) prowadzenia działalności w pewnych obszarach.

No alt text provided for this image

Jest kilka jurysdykcji, które zdecydowały się na przyjęcie takiego podejścia, choć są to kraje azjatyckie (patrząc jednak na Unię Europejską digital banking ma się całkiem nieźle i bez tego – przynajmniej w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech) jak Tajwan, Hong Kong, Korea, Singapur czy Zjednoczone Emiraty Arabskie (Malezja zamierza wprowadzić analogiczne rozwiązania do końca 2020 r.).

I choć zasadniczo podlegają one podobnym regulacjom jak tradycyjne banki, to jednak widzimy pewne różnice. Przykładowo, pojawiają się wymogi co do akcjonariatu (np. wymóg „lokalności” pochodzenia) czy możliwości „posiadaniu” cyfrowego banku przez instytucje niefinansowe. To znacznie ułatwia pozyskiwanie kapitału, ale może być też w przyszłości przyczyną problemów. Dlatego regulatorzy przykładają dużą wagę do „jakości” akcjonariatu.

Z innych wymagań możemy wskazać statutowe zobowiązanie do zwiększania finansowego włączenia czy wykazanie jeszcze większej staranności w obszarze stosowanej technologii, w tym infrastruktury IT.

Zachęty? 

No alt text provided for this image

To ciekawy temat. W wybranych krajach mamy wyraźne zachęty dla nowych banków. Zazwyczaj przybiera to formę wspomnianych przez ze mnie ograniczonych zezwoleń, które umożliwiają prowadzenie działalności z mniejszym zakresem obowiązków regulacyjnych, ale też często przy ograniczeniach w zakresie prowadzonej działalności.

Ciekawym przykładem jest Wielka Brytania, gdzie mamy coś takiego jak „mobilisation”, czyli możliwość prowadzenia działalności pod okiem FCA nawet jeżeli pełen zakres biznesplanu nie został zrealizowany.

Z innych ułatwień można wskazać chociażby możliwość „pokazania” jedynie opisów procedur i polityk na etapie składania wniosku o zezwolenie (entry phase) i podejście do tzwe. Senior Staff (choć w wielu jurysdykcjach już na początku oczekuje się, że będą one fit and proper).

A czy w Polsce mamy szansę na podobne rozwiązania? 

Pytanie czy jest to nam potrzebne. Nasz sektor bankowy jest dość mocno „ucyfrowiony” i nowym bankom może być trudno przebić się przez konkurencję. Z drugiej strony wprowadzenie specyficznego „reżimu” dla banków cyfrowych mogłoby zachęcić nowych graczy do rozwoju nad Wisłą co mogłoby rozruszać trochę nasz rynek.

Pytanie jak miałaby wyglądać taka regulacja. Gdzie powinien być położony akcent i jak realizować zasadę proporcjonalności. Warto przypomnieć, że EBA pracuje już nad jakimiś rozwiązaniami, które mają ułatwić mniejszym bankom prowadzenie działalności (no i mamy oczywiście nowe rozwiązania wynikające z CRR2/CRD5). A co sądzą czytelnicy?

Udostępnij.

Zostaw komentarz