środa, Październik 21

Edukacja cyfrowa i finansowa jako filar rozwoju innowacji (nie tylko fintech), czyli refleksje nad financial literacy

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Ostatnio dużo rozmawiamy o barierach dla rozwoju prawdziwie cyfrowych finansów. Obok przeszkód w postaci niejasnych czy niedopasowanych regulacji, rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami ostrożnościowymi a rynkiem, przestarzałej technologii (legacy systems) coraz częściej pojawia się nam kwestia braku edukacji i świadomości klientów (financial literacy). Bez edukacji na wielu poziomach i płaszczyznach trudno będzie nam stworzyć cyfrową gospodarkę, bo zawsze będą grupy wykluczone cyfrowo czy finansowo, które potrzebowały będą „tradycyjnego” podejścia do kwestii finansów. 

Na problem braku dostatecznej wiedzy czy doświadczenia w różnych grupach (w tym wiekowych) zwraca uwagę raport Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego, o którym pisałem tutaj, a niedługo odbędzie się 10-dniowe wydarzenie Festiwal Cyfryzacji, które w dużej mierze poświęcone będzie właśnie edukacji cyfrowej. Edukacja cyfrowa jest jednym z filarów budowania tzw. financial inclusion, czyli włączenia finansowego stanowiącego jeden z głównych celów takich organizacji jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy, o czym pisałem m.in. tutaj.

Dlaczego jest to tak ważne? 

No alt text provided for this image

Na początku zaznaczam, że myślę i piszę o naszym rodzimym rynku, a wiele więcej jest do zrobienia w państwach rozwijających się (o tym też jeszcze napiszę). Rynek innowacji finansowych w rozwiniętych gospodarkach niekiedy zbyt mocno koncentruje się na grupach docelowych (klientów), którzy są biegli cyfrowo i finansowo, a zapomina o osobach starszych czy niepełnosprawnych, które nie osiągnęły lub mają trudności w osiągnięciu tej biegłości będącej czymś normalnym dla młodych i osób w średnim wieku (choć i te grupy nie zawsze należy traktować „bezwiednie”).

Te mniej zaawansowane grupy mogą mieć zwyczajnie problemy z korzystaniem z nowych produktów i usług. Raz, że mogą nie mieć wiedzy i umiejętności, żeby korzystać z aplikacji mobilnych czy urządzeń wykorzystujących np. biometrię, a dwa – często nie mają pojęcia jakie usługi, np. w zakresie personal finance, oferują instytucje finansowe.

Negatywne skutki odczuwają wszyscy. Nie tylko potencjalni beneficjenci, którzy nie korzystają z tych możliwości, ale również same instytucje, które nie poszerzają swojej bazy klientów i mniej zarabiają. A przecież kiedyś wszyscy w końcu „staniemy się” cyfrowi. Szczególnie jeżeli zaczniemy realizować ideę Smart Cities, czyli inteligentnych miast wykorzystujących praktycznie niezauważalnie nasze dane dla różnych celów.

No alt text provided for this image

Nie możemy też zapominać o tym, że nadal – pomimo gwałtownego rozwoju cyfrowych finansów – mamy pewne grupy wykluczone finansowo. Już nawet nie chodzi o brak rachunku bankowego (płatniczego), ale problemem może być dostęp do kredytów bankowych czy narzędzi ułatwiających zarządzanie budżetem. A stabilne budżety gospodarstw domowych, to stabilniejszy sektor finansowy i szybciej rozwijająca się gospodarka. Choć żyjemy w konsumpcyjnych czasach, to oszczędzanie nadal jest ważne.

Od czego zacząć? 

Od podstaw i najmłodszych, bo jeżeli już teraz „zaszczepimy” w nich szacunek do pieniędzy i damy narzędzia do nauki i praktyki zarządzania finansami, to wychowamy społeczeństwo o znacznie stabilniejszych fundamentach finansowych, które mogą szybciej rozwijać się w dynamicznym otoczeniu gospodarczym. Mogę też (i bez wątpienia będą) innowatorami. O cyfrowej biegłości nie trzeba wspominać, bo ta jest na wysokim poziomie.

No alt text provided for this image

Ten drugi „wątek” jest jednak istotny z perspektywy osób starszych, które nawet jeżeli mają smartfona to rzadko korzystają z np. z bankowości mobilnej. O nowych usługach jak dostęp do informacji o rachunku nie wspomnę. Tutaj ważna jest edukacja, którą z kolei mogliby zapewnić ludzie młodzi. Ci mają biegłość i są otwarci, żeby tą wiedzą i doświadczeniem się dzielić. Ich energia na pewno może też zwiększyć atrakcyjności takich spotkań. A o biegłość finansową muszą zadbać oczywiście Ci, którzy się na tym znają, ale ważna jest też forma. Nikt nie będzie chciał czytać nudnych podręczników czy wysłuchiwać prezentacji na 200 slajdów. Krótki, ale treściwy przekaz trafi nie tylko do młodych, ale i starszych.

Duża rola jest też po stronie samych instytucji finansowych. Powinny one coraz mocniej zachęcać do „osobistej transformacji cyfrowej”. Można to robić na wiele różnych sposobów i z zachowaniem zgodności z obowiązującymi przepisami i ograniczeniami np. w zakresie marketingu czy sprzedaży produktów finansowych. Przekaz musi być też dostarczany takim kanałem, aby rzeczywiście trafił do adresata, a więc niekoniecznie musi to być Instagram.

Te działania mogłyby być wspierane przez organizacje branżowe jak ZBP, PONIP czy ZNIP. A międzysektorowa inicjatywa byłaby czymś pięknym. Jeżeli dołożymy do tego działania nadzorcy, który mógłby edukować nie tylko w obszarze ryzyk jakie mogą kreować produkty finansowe, ale także zachęcać do przechodzenia na digital. 

Trochę brakuje rozwiązań systemowych

W 2018 r. pisałem o tworzonym Funduszu Edukacji Finansowej, który wraz z Rzecznikiem Finansowym miał stworzyć nowe ramy dla financial literacy w Polsce. Jak dotąd nie słyszałem jednak o znaczących inicjatywach w tym obszarze. A może o czymś zapomniałem?

No alt text provided for this image

To oczywiście mógłby być dobry kierunek pod warunkiem, że postawimy sobie konkretne cele mierzone odpowiednimi wskaźnikami (KPI) i będziemy je konsekwentnie realizować i monitorować. Potrzebujemy większego zaangażowania osób odpowiedzialnych za nauczanie początkowe, ale i bardziej zaawansowaną edukację na uczelniach. Nie powinniśmy też ć tworzyć atmosfery strachu wokół finansów.

Niekiedy mam wrażenie, że kampanie społeczne są nakierowane nie na nauczenie nas, że powinniśmy rozsądnie podchodzić do finansów, ale wywołać przekonanie, że powinniśmy trzymać się z dalekanp. od inwestycji na rynku kapitałowym w ogóle, co przeczy przecież założeniom Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego, która nota bene też ma komponent poświęcony edukacji.

Może sensownym rozwiązaniem byłoby stworzenie jakieś instytucji publiczno-prywatnej, która odpowiadałaby za rozwijanie kompetencji cyfrowo-finansowych? Dzisiaj jest to trochę porozrzucane po różnych instytucjach i organach co z pewnością nie ułatwia koordynacji i współpracy na rzecz wspólnego dobra.

Na edukację cyfrową i finansową musimy spojrzeć szerzej. To szansa dla wszystkich, a nie tylko zło konieczne. Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa nakłada na niektóre podmioty obowiązek edukowania klientów w tym zakresie, może warto pomyśleć o czymś podobnym? Niekoniecznie na twardo, ale może wytyczne? Nie ma chyba jednego uniwersalnego rozwiązania, ale EduTech może w tym niewątpliwie pomóc. Pamiętajmy, że stajemy się coraz bardziej cyfrowi i tego raczej nie zatrzymamy.

Udostępnij.

Zostaw komentarz